Krypto-reklama

I znów panewnicka bazylika. Jest tuż przed wejściem do niej taka tablica na której pojawiają się co jakiś czas kolorowe plakaty. Nieodmiennie wydają mi się one jakąś średnio udaną próbą przeniesienia estetyki gazetek Świadków Jehowy na grunt rzymskiego katolicyzmu. Niestety, to się nie udaje. Raz, że Świadkowie naprawdę są mistrzami jeśli chodzi o skutecznie działającą grafikę o treściach religijnych a dwa, że pewne skróty myślowe proponowane przez autorów plakatów są delikatnie rzecz ujmując chybotliwe...
 
 
 
Albo to ja mam dziwne skojarzenia :)
 


Czytaj więcej »

Guliwer w Panewnikach

Wystarczyło przypadkowe i pospieszne zarazem przejście przez teren bazyliki w Panewnikach i już mię sztuka dopadła i kultura zarazem w postaci pana w wieku lekko późno średnim, czyli zupełnie jak autor tego posta, który to podkładając mi pod nos swojego powiedzmy że smartfona zażądał podniecony niezwykle bym go zdjął z tymże oto obiektem w tle.
 
Spojrzałem za wzrokiem cokolwiek niespodziewanego tu o ósmej rano przy pięciostopniowym mrozie wyznawcy jak się okazało sztuki w lewo i oniemiałem, albowiem dostrzegłem ni mniej ni więcej tylko... hmm… jakby fragment Guliwera objedzonego arbuzem....



(Moje skojarzenie poniżej)
 
 
...który tak naprawdę okazał się nie Guliwerem, ani nawet jego częścią, a uwaga, Arką, nie wiem do końca czy tą od poszukiwaczy zaginionej. Wiedza ta sporo by mi dała, albowiem wedle opisu z tablicy informacyjnej szklana łódź i drewniana dłoń symbolizować mają kruchość natury i zależność jej od działań człowieka. Dobra, rozumiem. Ścinamy ogromne drzewo, rzeźbimy coś z niego i mówimy, że to dla ochrony przyrody. Spoko. Może być. Kumam czaczę. Najlepszą obroną jest atak. A poza tym nie o dziś wiadomo, że dłoń ma wymiar metafizyczny. Jak na obrazku poniżej.
 
 
Ciekawszym jednak jest dla mnie, że wedle autorów dzieło to wędrować ma przez całe Niemcy... I tu właśnie wiedzy z tablicy mi zbrakło. Czyżby to jakaś nadinterpretacja układu z Schengen? :))
Czytaj więcej »

A mury runą, runą mury....

Był sobie budynek. Szary, niezbyt młody, niezbyt świeży. Zgodnie z obecną modą ocieplono go klejąc tony grubego styropianu. Dla zachowania pozorów komuś przyszło do głowy, by jego ozdobny gzyms będący zapewne betonowym odlewem skopiować i "odtworzyć" tandetną styropianową wytłoczką. No to odtworzono. I skubany zleciał sobie...
Odnoszę wrażenie, że jedynym mocowaniem tej żałosnej atrapy był klej (mikroskopijna ilość!), a ślady kołków na płytach pod gzymsem są śladami mocowania tylko ich samych do elewacji. A zatem dziadostwo dziadowsko zrobione i takoż samo zamocowane! Wiwat postęp! Uwaga na głowy!

Kliknij środkowym przyciskiem myszy, aby otworzyć w nowej karcie w wyższej rozdzielczości.

=======================

Budynek tuż obok i oryginalna wersja gzymsu.



Czytaj więcej »

Rowery rozdają!

Plus minus trzy albo cztery rowery przypięte na kilku stojakach pod tym samym budynkiem w ten sam sposób. Pokaz najłagodniej rzecz ujmując, bo cisną się na usta słowa mocniejsze, zaniku instynktu samozachowawczego. Odpinasz Pan klameczkę, zostawiasz kółeczko i rower jest Twój! A jak podjedziesz autem (obok - opuśćmy zasłonę milczenia, gdzie konkretnie -  jest ogromny parking) to możesz całą rodzinę wyposażyć w markowy sprzęt za darmochę w kilka minut.
 
Zaczynam rozumieć dla kogo na opakowaniach z żywnością umieszcza się zastrzeżenie, że po podgrzaniu może być gorąca...
 
 
Czytaj więcej »

Słodziaki

Niedziela siódmego października. Katowice, ulica Kijowska. Parking przed Biedronką. Po cóż błąkać się ulicami, skoro można walnąć baner reklamowy tam, gdzie jego oglądalność będzie gwarantowana? No to już, skręcamy! Ale żeby nie było, skoro czas legalnego parkowania przed sklepem wynosi jedną godzinę staniemy sobie na plus minus 40 minut, żeby nikogo oczy nie zabolały.
 
Nie, to nie jest nic złego, to nie jest także nic zabronionego (Nie wiem co na to Jeronimo Martins, ale panowie mogli po prostu zupełnie przypadkiem kupować śniadanie, prawda?). To jest jednak tak czy inaczej takie do bólu polskie, że aż się gęba cieszy.
 

 
 
 
* - Zdjęcie tablicy (samochody z banerami w głębi) wykonane o 13:00, w kilka minut po wjeździe aut. Zdjęcie górne zrobiono o 13:36. Samochody wyjechały w maksymalnie 5 minut później.
Czytaj więcej »

Nic nie może przecież wiecznie trwać

Znany chyba każdemu mieszkańcowi Katowic sklep muzyczny mieszczący się przy ulicy Młyńskiej, vis a vis Urzędu Miasta, będzie, jak głoszą napisy przyklejone na jego witrynie, wkrótce zlikwidowany. W dobie muzyki dostępnej online wydawać się to może zwykłą koleją rzeczy, a jednak boli troszkę, bo przecież to miejsce, to całkiem już spory kawał nie tylko muzycznej historii.
Nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy przybytek ów powstał, ale ja z pewnością pierwszego swojego zakupu dokonałem tu pomiędzy 1989 a 1990 rokiem, ponieważ jeżdżąc wówczas parokrotnie za granicę stąd właśnie "pobierałem" sobie muzykę na drogę maszerując z walkmanem w kierunku dworca.

Zdjęcie - Google Street View


Tu ciekawostka. Kto chciał na samiutkim początku lat 90 kupić sobie płytę CD* (bo z kasetami audio problemu nie było) miał do wyboru właśnie sklep na Młyńskiej, stoisko w punkcie usługowym Kodaka w Domu Prasy** oraz także stoisko w Handlowym Domu Dziecka*** Na tym koniec. Pustynia. Czasem gdzieś coś pojawiało się w księgarniach, ale to zwykle po kilka tytułów, nic więcej. Tak więc bohater dzisiejszej notki, jako sklep samodzielny, z całą pewnością otwierał jakąś nową epokę.
Poza wspomnianymi zakupami miejsce to budzi we mnie jeszcze dwa skojarzenia. Po pierwsze szoku na widok cen legalnych kaset z hologramami oraz rozbawienia, że ktoś może je chcieć kupować, a po drugie pewnego strasznego dnia w połowie lat 90, kiedy to trawestując panią Szczepkowską "skończyło się w Polsce piractwo" (przynajmniej to "offline", ale też jak czas pokazał nie do końca).
Ostatnie dni. Na targowiskach i w sklepach szał wyprzedaży****, kasety za grosze, ludzie kupują na kilogramy, bo już nie na sztuki, a potem... Pusto, cicho, drogo, inaczej. I te hologramy.

Pierwsza moja "legalna" kaseta  2 Unlimited - Real Thing  :))
Były czasy!
A teraz jak widać tamto nowe staje się starym.

------------------------------
* - Mało kto miał odtwarzacz, a jeśli już, to korzystało się przede wszystkim z wypożyczalni płyt, bo były tańsze. Taka wypożyczalnia mieściła się  w Katowicach np. na Pocztowej czy Panewnickiej (dzisiejsza "Kurka bez Piórka"). Oryginalna płyta CD kosztowała ok 180.000 do 200.000 zł, czyli 18 - 20 zł na dzisiejsze.
** - Kodak miał punkt fotograficzny i sklepik na roku Rynku i ulicy 3 Maja, tuż obok kiosku Ruchu i pań sprzedających oscypki, wełniane skarpety oraz niemieckie reklamówki z ""Aldika"
*** - Tamte okolice to osobna historia. Pałac Ślubów, Varietes Centrum, wspaniały bar i nad nim oczywiście Handlowy (co mamy dodawały głośniej chcąc uchronić dzieciarnię przed rozpaczą, że oto będzie gdzieś "oddana") Dom Dziecka. Dziś to po prostu trawnik przed Superjednostką.
**** - Do momentu wejścia w życie nowych przepisów "piraty" były "legalne". Na koniec zatem, to znaczy w ostatnim tygpodniu kupowało się je już na reklamówki :))
Czytaj więcej »

Nowa elewacja akademików UŚ na Zadolu

Na razie nie za wiele widać, ale już jest ciekawiej niż na większości znanych mi budynków poddanych ocieplaniu w naszych okolicach, że wspomnę tylko obrzydliwie pomarańczowe bloki ZTM ŚUM. Tutaj układ biało niebieski wygląda zachęcająco, przynajmniej do czasu jego nadinterpretacji przez kibiców gieksy ;)







Czytaj więcej »

Zmiany, zmiany, zmiany

O tym, że zakład pogrzebowy zmienił się w "paznokciarnię" już pisałem. Pora na dwa kolejne przepoczwarzenia w ligocko panewnickiej okolicy.

Namber łan.

"Duża szpara między budynkami" :)) obok dawnej lodziarni Pawlasa na Panewnickiej. Swego czasu był tu monopolowy, potem papierniczy (z cenami z sufitu) a teraz... coś się nam wykluwa nowego.






Namber tu.

Ulica Panewnicka, okolice piekarni rodziny Borysów.
Dla mnie to przede wszystkim dawny kiosk Ruchu z lat komuny (mowa o przybytku po prawej, po lewej był wtedy spożywczak), jedyny chyba jaki wtedy znałem w formie sklepiku. Potem wiele się tam działo, ale ostatnio od dłuższego czasu był alkoholowy, udający coś lepszego niż zwykłą monopolkę. Taki bardziej ą, ę, itp. Teraz ktoś postawił na sprawdzone kierunki i obok pogotowia krawieckiego ulokował jego potencjalnych pacjentów, czyli odzież i dodatki. Zobaczymy na jak długo...

Ciekawostka ze wspomnień Portiera:

Proszę przyjrzeć się jaśniejszej części budynku nad pogotowiem. Tam jeszcze kilka lat temu (a także przez dziesięciolecia wcześniej) było pusto, ale niestety nie jestem już pewien czy był to taras czy po prostu dach i "ugryziony budynek". W każdym razie tego pokoju w tym miejscu nie było.




Czytaj więcej »

Złom Raider

 
Motorower Simson z przyczepką, rzecz sama w sobie interesująca w 2018 roku, ale wbrew pozorom obrazek, który tu załączam, to coś więcej niż tylko ślad peerelowskiej klasyki motoryzacyjnej. Właściciel tego pojazdu, dziś motoroweru, kiedyś tylko roweru bądź wózka, to osoba znana w całej Ligocie i Panewnikach od dziesięcioleci i zajmująca się amatorskim zbieraniem złomu od czasów, gdy nikomu, nawet najbiedniejszemu, do głowy by to nie przyszło. Najprawdopodobniej czynnik ekonomiczny zresztą nigdy nie miał tu prawdziwego znaczenia, to raczej coś na kształt hazardu, hobby, gry, polowania i czego tam jeszcze. Ile uzbieram, czy uzbieram, ile z tego będę miał i dlaczego tak mało.
 
Przyglądam się niemłodemu już człowiekowi z ogromnymi słuchawkami na uszach odpoczywającemu przy ligockiej fontannie i uświadamiam sobie, że odwiedzał kiedyś  moją babcię, która zawsze starała się coś tam metalowego dla niego odłożyć, znał się z moim ojcem, a lata później mamie, która oddała mu jakieś dwa stare słupki czy inne tam bzdury warte grosze, przywiózł czekoladę. O godzinach rozmów (o złomie!) z moimi wujkami, ciotkami, sasiadami i wszelakim kuzynostwem nawet nie wspominam. A przecież takich rozmów i takich rodzin było i jest w naszych dzielnicach dziesiątki, jeśli nie więcej. Słowem - oto przed nami złomiarski człowiek legenda. Najpierw gwiazda złomnicy na Kijowskiej, potem, po jej zlikwidowaniu,  tej obok Stromej a teraz... Teraz, to sam nie wiem, gdzie jest jakaś złomnica… Nieważne. Z pozoru groźny i głośny, dosyć jednak miły w gruncie rzeczy i grzeczny ("Pani się nie boi, bo jo tak głośno godom tylko!").
 
Byłem kilkuletnim dzieciakiem gdy po raz pierwszy go zobaczyłem i przy okazji przestraszyłem się na amen, dziś jestem dorosłym mężczyzną o krok prawie od jesieni życia. A on ciągle w akcji... (Dieta bogata w żelazo?) Tylko pozazdrościć. I może odłożyć jakąś blachę, kiedy się natrafi. Na pewno mu się przyda :)
Czytaj więcej »

"Tylko paznokcie"

Czasy w których sklepy i punkty usługowe działały w jakichś lokalizacjach przez dziesięciolecia odeszły dawno w przeszłość. Dziś wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, czego przykładem jest chociażby dawny Katoburger na Panewnickiej. W PRL-u była tam apteka, potem sklep zielarski, wreszcie bar "U kucharek", właśnie Katoburger a na końcu dość dziwnie brzmiące dla mojego niemłodego już ucha "Nasze bao". Obecnie jest kupa gruzu i pewnie kolejny natchniony właściciel...
 
Ale ja nie o tym.
 
 
Zakład pogrzebowy mieszczący się na również Panewnickiej, ale już w Ligocie, przy naszym najważniejszym skrzyżowaniu przeniósł się pod inny adres, a jego miejsce zajmuje właśnie salon o jakże intrygującej nazwie "Tylko paznokcie". Otwarcie 3 września. Miejmy nadzieję, że obsada tego przybytku również się zmieniła ;))
 
 
 
Czytaj więcej »

Było, minęło



Pomiędzy ulicami Bagienną, Magazynową, Szopienicką oraz Surowcową od około roku funkcjonuje ogromna hurtownia farmaceutyczna. Wcześniej były tam po prostu chaszcze, ale przecież przez dziesięciolecia na tym samym obszarze istniała hałda znana każdemu kto w okolicy mieszkał lub pracował. Najprawdopodobniej odnalezione przeze mnie zalane asfaltem szyny wąskotorówki (za komuny normalna praktyka) są ostatnim już śladem tamtych czasów...
Czytaj więcej »

Wandzia poległa

Jeden z ciekawszych sklepów w naszej okolicy czyli "U Wandzi" obok dworca w Ligocie zakończył kilka dni temu działalność. Nie był to może sklep wyjątkowo zaopatrzony czy prowadzony, ale na pewno mający własny, niepowtarzalny charakter, a może nawet charakterek. W teorii spożywczo monopolowy w praktyce był przede wszystkim monopolowym, w pewnym okresie czynnym nawet 24 godziny na dobę co (nomen omen) odbijało się znacząco na życiu towarzyskim kilku pobliskich podwórek i skwerów. Największym jednak plusem tego przybytku były ogromne nieraz obniżki cen towarów zbliżających się do terminu ważności a raczej rzadko kupowanych przez "trunkowiczów" czyli słodyczy, napojów albo przypraw. Czasem zdarzały się okazje naprawdę groszowe. Ale to jak widać już etap zamknięty. Mimo wszystko szkoda.
 

 
Czytaj więcej »

Highway to hell


Katowickie rowery są w coraz gorszym stanie. Pisaliśmy już o tym parokrotnie, ale dziś podkreślić chciałbym inny niż tylko estetyczno użytkowy aspekt problemu. Jest nim nasze, użytkowników, zdrowie i życie. O ile bowiem rower odrapany czy skrzypiący może irytować, a kiwający się koszyk na przykład uniemożliwić przewiezienie czegoś, o tyle uszkodzone hamulce czy przerzutki, to już realne zagrożenie na drodze. O tym zdaje się operatorzy zapomnieli.

Co najmniej kilka razy w tym roku trafiłem na rowery, w których przedni hamulec był de facto atrapą. Owszem, pozwalał trochę zwolnić, ale zatrzymać się już nie. Wyobraźmy sobie, że ktoś przyzwyczajony z większości obecnie rowerów do hamulców tylko ręcznych zapragnie z niego skorzystać w sytuacji zagrożenia... Przekombinowane? Nie sądzę, ale w porządku, może wobec tego inaczej. Niech nam przy jeździe z ostrej góry (np. na Kijowskiej w Panewnikach) spadnie łańcuch...

Przerzutki to w ogóle osobny temat. Zmorą miejskich rowerów jest brak któregoś biegu, z przewagą najważniejszego, czyli dwójki. Osobiście takie rowery zwykle odstawiam od razu, ale czasem jakieś usterki dają o sobie znać dopiero podczas jazdy i co wtedy? Przykład? Służę. Jadę na trójce (najszybciej, z największym zużyciem siły), dojeżdżam do skrzyżowania, redukuję na "składakowo miejską" dwójkę i czekam na zielone światło. Potem ruszam, przyspieszam i chcę znów wrzucić najszybszy bieg, bo w końcu nie jadę samochodem i nie mogę wlec się zbyt długo, gdy zielone zaraz gaśnie. Zamiast trójki słyszę strzały (w czternastej sekundzie, ha ha ha) i nagle mam jedynkę. Nextbike ode mnie również. Albowiem gdyby ktoś nie wiedział pierwszy bieg oznacza, że kręcę jak oszalały, a ledwo jadę. A rzecz dzieje się, przypominam, na środku skrzyżowania, na przykład tego w okolicy największego, w centrum Ligoty. Pomijam już przy tym nawet zaburzenie równowagi grożące wywrotką, gdy naciskając pedały zamiast stawiającej typowy opór dwójki wpadnie nam jedynka.

Jeżeli rowery miejskie serwisowane są tylko po zgłoszeniu użytkowników albo po tym jak w systemie ktoś zarejestruje, że dany egzemplarz stoi np. trzy dni i nic, to pozostaje nam czekać na tragedię. Bo ona nastąpi prędzej czy później. I niczego nie zmienia tu fakt, że za większością awarii z pewnością stoją demolujący z wielkim zaangażowaniem nasze rowerki wszelacy Janusze i Sebixy o Grażynach i Karynach nawet nie wspominając.

Za to płacimy operatorowi by móc jeździć, ale przede wszystkim płacimy za to, żeby móc jeździć bezpiecznie.

I dopóki nie pojawią się kontrole stałe i częste (a przynajmniej częstsze niż obecnie), w czasie których mechanik na danej stacji będzie MUSIAŁ zrobić na każdym z rowerów parę kółeczek dla próby, dopóty stąpać, pardon, jechać będziemy wszyscy na krawędzi przepaści.

======================================================

POZA KONKURSEM

Od niedawna pojawiły się w ofercie Nextbike'a rowery towarowe, zwane nie wiedzieć czemu z hiszpańsko angielska rowerami cargo. Wynalazek ten, skądinąd bardzo pomysłowy i potrzebny,  przypiąć można przy zdawaniu jedynie do skrajnego słupka i to łańcuszkiem, bo mój przynajmniej egzemplarz bolca do zatrzasku nie posiadał. I teraz zaczynają się schody. Oddanie roweru z przypięciem łańcuszkiem nie jest możliwe jeśli są wolne zamki, a wolne zamki nie pozwalają towarowego wpiąć, bo ten z kolei jest w tej kwestii jakby wykastrowany :)

Aplikacja mobilna nie pomaga, terminal także, a telefon do biura obsługi wymaga płacenia, czekania, podania iluś danych osobistych i gimnastyki by usłyszeć konsultanta, któremu chyba kupiono mikrofon na targowisku staroci... Lubię to!
Czytaj więcej »

Rozkopana Kolejowa.


2gi lipca 2018. Zdążą na jesień ?


Czytaj więcej »

Galeria chyba wykonawcę przerosła.


16 maja 2018. Otwarcie przewidziane na początek jesieni lub sierpień, wrzesień. No cóż, wygląda jakby ktoś zaspał.




Czytaj więcej »

Paw wyzwolony

Trwa "odnawianie" elewacji Zakładów Teorii Medycyny oraz Domów Studenta Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Pod tonami styropianu i mdlących tęczowych kolorków jakich obecnie wszędzie pełno znika dusza i charakter tego miejsca, tak jak wcześniej zniknęła rozpoznawalna od dziesięcioleci kolorystyka Centralnego Szpitala Klinicznego. To ostatnia okazja by poczuć i spróbować zrozumieć przeszłość tego kompleksu.
 
 
Tak kiedyś wyglądały wszystkie budynki ZTM. Klasyka epoki można powiedzieć, ale gdyby nie brud wcale nie było to takie złe. To akurat blok C3 - ostatni w starej szacie.
 
 
 
Budynek C1- z boku jeszcze po staremu, od frontu już goły... Widoczny łącznik już w nowym wystroju.
 
 
Mur z gazobetonowych bloczków i stalowe ramy. Brązowe aluminiowe okna. Stare logo kiedyś obecne na każdym z bloków ZTM. Gdzie dziś znaleźć tak murowane, w ogóle MUROWANE budynki?
 
 
 
A TAK BYŁO KIEDYŚ
 
 
Zakłady Teorii Medycyny w budowie. Po lewej budynek C2, po prawej C1, w dali na wprost CSK.
 

Pierwszy i drugi Dom Studenta na ul. Medyków.
 

Centralny Szpital Kliniczny widziany od nieistniejącego jeszcze wtedy (ani dziś, dzięki ignorancji i tumiwismowi) parku dla pacjentów.
 
 
A teraz to wszystko będzie straszyć nas wyblakłymi pastelami rodem z podrzędnego osiedla.
 
 

 
Czytaj więcej »

Frankie Goes to Hollywood

Przyznaję, nie jest to spostrzeżenie które można by nazwać aktualnym, ale że jest, warto o nim wspomnieć. Taki drobiażdżek. Osiedle Franciszkańskie na pograniczu Ligoty i Kokocińca. Franciszkańskie rzecz jasna od bazyliki franciszkanów, nie od Franciszka na przykład Pieczki a tym bardziej Franka Kimono. I po franciszkańsku skromne. Kiedyś, ładnych kilka lat temu, prowadziłem korespondencję z administracją tegoż miejsca u której usiłowałem uzyskać informację czy i jakie działania rekultywujące zastosowano na terenie budowy przed jej rozpoczęciem. Odpowiedzi nie otrzymałem. To znaczy nie, żeby nie przeinaczyć, odpisano mi, a owszem, pytaniem czy kupiłem lub zamierzam kupić mieszkanie. Odpisałem, że nie, ale chcę wiedzieć. Odmówiono mi tej wiedzy. Może nie chcieli się chwalić? Skromność to wszak wielka cnota.
 
No to niewiedzącym, tudzież nowym i bardzo młodym przypomnę tylko, że zanim powstało osiedle przez plus minus sześćdziesiąt lat działał na jego terenie PEMUG - Przedsiębiorstwo Montażu Maszyn i Urządzeń Górniczych, firma bynajmniej nie zajmująca się hodowlą stokrotek, stąd jak sądzę dociekanie moje miało sens...
 
Dziś (dopiero) zauważyłem inny jeszcze wymiar skromności właścicieli osiedla. Widoczny zresztą na moim zdjęciu zamieszczonym poniżej. Mamy tu nazwę miejsca oraz zarys sylwetki panewnickiej bazyliki franciszkanów. Niby logiczne, ale jednak nie do końca, bo na obrazku krzyży się nie uświadczy... Więc może to nie bazylika, a tylko jakieś wieże? A osiedle zbudowano ku czci na przykład słynnego zespołu od "rilaks, dontułyt"? :))
 
 
Czytaj więcej »

Nasze małe Need for speed

W panewnickich lasach, niedaleko pętli autobusowej i słynnego opuszczonego szpitala nazywanego przez naiwnych willą Chruszczowa znajduje się bardzo interesujące miejsce. Jest to kilka wyasfaltowanych placyków poprzedzielanych zaroślami, które kiedyś (placyki, nie zarośla) były terenem rozmaitych zakładów pracy, w większości dawno już dziś zburzonych. Od ładnych paru lat jeśli nie dłużej odbywają się tu nielegalne wyścigi samochodowe, a dokładniej rzecz ujmując bardziej może pokazy gromadzące całkiem sporą publiczność. Wielu osobom mieszkającym na Zadolu czy w Ligocie to przeszkadza, ponieważ niewątpliwie pisk opon słychać bardzo daleko, ale z drugiej strony nic złego się tu nie dzieje, a też sami kierowcy nikomu, poza swoimi maszynami, krzywdy nie wyrządzają.
 

 
O tym, że mają talent świadczy choćby ten krótki filmik jaki dziś nakręciłem. Może jest to jakiś niewykorzystany potencjał? Nie wszystko w końcu co młode i krnąbrne jest złe. Zamiast skarg i narzekań, zamiast straszenia się nawzajem może by tak ktoś pomyślał o ucywilizowaniu tej okolicy? Teren można ogrodzić, oświetlić, co nieco uporządkować i z pewnością wprowadzić jakieś ograniczenia czasowe organizowania tu takich rajdów. W zamian zyskamy ciekawe miejsce, coś idealnego dla młodych i nie tylko, możliwość zarobku (fast foody itp.) i przede wszystkim niekonwencjonalną rozrywkę pozwalającą realizować ludziom swoje pasje i także wpisującą się w nowoczesny wizerunek miasta.
 
Las? Zwierzęta? Jedno i drugie jak na śląskie warunki i tak na razie ma się nieźle. Skoro nie myślimy o nich prowadząc nowe drogi i budując nowe osiedla nie bądźmy nadgorliwie obłudni legalizując i cywilizując to, co i tak już jest, a co może być lepsze, bezpieczniejsze i ciekawsze dla dobra wszystkich.
 
Ja jestem za.  
 
 

Czytaj więcej »

Nerwbajk

Rok temu system katowickich rowerów miejskich po raz pierwszy stał się dostępny dla większości już mieszkańców naszego miasta. Oczywiście jeszcze nie we wszystkich dzielnicach, ale i tak na stanowczo większym niż w poprzednich sezonach obszarze. Moje pierwsze wrażenia z nowouruchomionych punktów wypożyczeń nazywanych dość pretensjonalnie stacjami były wtedy jak najbardziej pozytywne. Rowery wygodne, samo wypożyczenie, acz mocno "klikogenne" to jednak do przejścia, a potencjał turystyczno sportowo rekreacyjny samego pomysłu bez wątpienia ogromny. Słowem, ideał. Ale to tylko na początku. Już po kilku tygodniach, gdy do Ligoty i Panewnik oraz pewnie także do innych nowych w systemie dzielnic dotarły rowery używane wcześniej w innych lokalizacjach okazało się, że nie jest tak pięknie jak się mogło wydawać. Pojawiały się egzemplarze niesprawne, uszkodzone, byle jak serwisowane, brudne itp. Potem same terminale tez miewały swoje humorki i koniec końców przy zamykaniu sezonu początkowy zachwyt zamienił się, pewnie nie tylko u mnie, w rodzaj żalu, że znów, jak to w Polsce, dobry pomysł spaprano organizacją (to operator) i brakiem odpowiedzialności za wspólną własność (to już klienci).
 
Tutaj mój tekst o tym LINK
 
 
 
Od pięciu dni mamy już nowy sezon rowerowy. W tym czasie wypożyczyłem trzy rowery i... zacząłem zastanawiać się czy poza zebraniem pojazdów jesienią i rozwiezieniem ich na "stacje" wiosną wydarzyło się u operatora cokolwiek więcej a zwłaszcza czy ktokolwiek wyciągnął wnioski z doświadczeń roku 2017.  Oto rower pierwszy, we wtorek. Siodełko jak huśtawka przechyla się raz do przodu, raz do tyłu. Rower drugi, środa. Zmiana biegów oznacza jazdę kilkanaście metrów na czymś pomiędzy nimi i odgłosy pocierania styropianem o szybę - tak płynnie działają przerzutki. Ale to nic, to drobiazg, to moje wygórowane wymagania. Dzisiejsze zatem błahostki, czyli symbolicznie tylko działający przedni hamulec i najpowszechniejszą zeszłoroczna usterkę, faktyczny brak możliwości ustawienia drugiego biegu też do nich zaliczam. Prawdziwe smaczki zaczęły się przy próbie zwrotu mojego wehikułu. Z racji braku wolnych miejsc zmuszony byłem do skorzystania z dopięcia linką do słupka a potem...
 
Trzykrotna próba zwrotu roweru przez aplikację mobilną - bez efektu.
Trzykrotna próba poprzez terminal - to samo.
Telefon do biura obsługi, trzykrotna próba zwrotu poprzez system wybierania tonowego - bez efektu
Telefon do biura obsługi, kilkuminutowe oczekiwanie i wreszcie konsultantka najprawdopodobniej z drugiej strony Bugu...
 
Nie, nie mam nic do innych narodowości. W tym do ich zatrudniania (w rozsądnych ilościach) w Polsce. Ale jeśli pani (bez urazy, bo bardzo miła) nie do końca rozumie co do niej mówię, a ja też nie zawsze, co ona mówi do mnie i tak sobie powtarzamy co któreś zdanie dla pewności, a czas biegnie, to stanowczo coś tu nie gra.
 
Jutro chyba pojadę autobusem. Mam nadzieję, że będzie stary i dymiący spalinami. I tak zepsuje mi mniej zdrowia niż katowickie rowery.
 
 
Czytaj więcej »

Parkujący inaczej ;)

Są dwa takie miejsca przy najważniejszym chyba skrzyżowaniu w Panewnikach w których notorycznie widuje się obrazki podobne do tego poniżej. Pierwsze to okolice biura ubezpieczeń, sklepu z winami i pogotowia krawieckiego na Panewnickiej, a drugie to odcinek ulicy Medyków od przedszkola do przejścia obok szpitala kolejowego.  Ktoś pakuje się na chodnik już nie tam nieśmiało, kołem czy dwoma, ale na całego, bezlitośnie, i uważa, a jest w tym odosobniony, że mu tak wolno. Raz, drugi, dwudziesty. A potem za dwa dni, za tydzień, za miesiąc znowu.
-Bo ma ważną sprawę.
-Bo nie ma gdzie zaparkować.
-Bo tylko na moment*.
-Bo jest właścicielem (sklepu, domu, czegoś tam).
-Bo... a co to pana obchodzi, gdzie ja parkuję? Nie może pan przejść obok?
 
Nieważne. Nieważne którą kategorię reprezentuje ktoś z obrazka poniżej. Wszyscy wkurzają nas pieszych tak samo. I tego niech mają świadomość stając (zdrowemu rozsądkowi) w poprzek.





* - Kilkanaście dni temu jakiś jak to mówię "sierot" stanął na chodniku przed samymi schodami na pocztę włączając jeszcze dla usprawiedliwienia światła awaryjne...
Czytaj więcej »

Ciemność widzę

Każdy autobus naszego głównego miejskiego przewoźnika, czyli PKM Katowice jest codziennie myty i sprzątany według ściśle określonych zasad. Nie wchodząc w drobiazgowe opisy można powiedzieć najprościej, że po zjeździe z  trasy i zatankowaniu na następny dzień najpierw myje się taki wóz częściowo automatycznie, częściowo ręcznie z zewnątrz, a potem do środka wkracza wyposażona w odkurzacze i szczotki brygada i bierze się za to, co dla nas, pasażerów, najważniejsze, czyli siedzenia, uchwyty, podłogi i (to już nie codziennie) okna. Kiedy jednak na dworze jest duży mróz sprzątanie ogranicza się do zamiatania, odkurzania i ewentualnie zupełnie podstawowego przecierania. Autobusu z zewnątrz się wtedy nie myje. Wystarczy przyjrzeć się prywatnym samochodom jeżdżącym po Katowicach na przykład w mijającym tygodniu, kiedy temperatury dochodziły nocami do  dziewiętnastu kresek na minusie, aby dostrzec, że nie tylko PKM tak robi. A zatem okej, nie mamy  co mieć pretensji, bo przecież jest to podyktowane troską o pojazd, któremu podobnie jak nam kąpiel a potem "wyjście na dwór" mogłoby zaszkodzić. Ale, proszę państwa, jedno jednak muszę dodać zastrzeżenie. Przyglądając się kilka lat temu jak to wszystko wygląda, nigdy, podkreślam to, nigdy nie zauważyłem aby niezależnie od pogody dopuszczono do wyjazdu takiego brudasa, jak ten na zdjęciach poniżej.
 
Autobus linii 292 w piątek drugiego marca. Według informacji ze strony KZK GOP operatorem świadczącym usługi na tej trasie jest prywatna firma pana Krzysztofa Pawelca z Pacanowa.
 
Nie mam co prawda zdjęć z zewnątrz, ale te wewnętrzne doskonale pokazują w czym rzecz. Przez wszystkie szyby wozu poza tymi w szoferce nie widać dosłownie nic. Brud, błoto, sól, Bóg wie co tam jeszcze. Takiego, proszę wybaczyć, SYFU, nie widywałem nawet za głębokiej komuny. A gdy na dodatek tuż za tym czymś na przystanek podjeżdża żółciutka "12" z PKM-u - czysta od kół po dach, to już naprawdę trudno się nie zirytować...
 

 
Czytaj więcej »

17 mscy przebudowy skrzyżowania przy Famurze.


Informacja nt na stronie: http://katowice.naszemiasto.pl/artykul/29-stycznia-rusza-przebudowa-skrzyzowania-kosciuszki-i,4387799,artgal,t,id,tm.html

Inwestycja, która powinna ulżyć korkom, w których od zawsze stoimy w Piotrowicach i Ligocie.

Za to i piesi, i kierowcy muszą się uzbroić w cierpliwość, bo łatwo chyba nie będzie :) Próbkę mamy przy przebudowie drogi obok Galerii Libero  Za pierwszym razem nie wiedziałam jak się dostać do Lidla i z niego wydostać.......... rozkopany chodnik na Jankego po jednej stronie, przechodzenie przez wykopy do świateł........ miejska dżungla przetrwania :P
Nie inaczej jest z budową centrum przesiadkowego w Ligocie - nadal zdarzają się kierowcy jadący na pamięć, wczoraj jeden zdarł opony przy hamowaniu na Franciszkańskiej w stronę dworca.
 Przyjezdni nie mają pojęcia gdzie skręcić, ogólnie jak się poruszać, co widać jadać samochodem, a przed maską niezdecydowany kierowca, co to raz zarazem hamuje, cofa się, by pojechać tam, gdzie chyba nie chciał.......... kabaret na kółkach.

W tej sytuacji, warto by kierowcy jeżdżący regularnie lokalnymi drogami, zapoznali się z nowymi trasami związanymi z przebudową danego odcinka, zanim wjadą komuś w kuper, albo potrącą przechodnia, kierując jak zawsze czyli z pamięci.

JAZDA NA PAMIĘĆ MOŻE SKOŃCZYĆ SIĘ WYPADKIEM.

Jeśli jestem kierowcą i nie słucham wiadomości w radiu albo nie czytam lokalnych gazet, za to widzę większą ilość znaków drogowych i drogowskazów, to powinna mi się zaświeć lampką, że coś tu nie halo i warto by było zwrócić na te znaki uwagę. Co jest logiczne dla tylko niektórych. 


Teren naprzeciwko Famuru.











Czytaj więcej »

:Zielone osiedle


Co się stanie z Janem Giemzą na Bałtyckiej przy świeżo budowanym osiedlu?



Ci, którzy zamierzają tu wykupić mieszkania niech wezmą pod uwagę, że na jedno osiedle, przypada jeden toy toy......


i tylko trzy kubły na śmieci


Jak dowiedzieliśmy się od miejscowego mieszkańca, na działce po prawej, też coś stanie.....



Poza tym, nacieszmy się póki możemy, zielenią dookoła, bo wkrótce zniknie jak to bywa przy osiedlach.




Czytaj więcej »
Obsługiwane przez usługę Blogger.