Śladami kolejki piaskowej KWK Wujek


Do grudnia 2016 roku nie wiedziałem nawet, że istnieje coś takiego jak słynna przecież Hałda Panewnicka. Zimą udało mi się ja poznać, zwiedzić, obfotografować, później stopniowo także objechać ze wszystkich stron na rowerze. To faktycznie fascynujące miejsce zasługujące na osobny wpis. Ale nawet wtedy, gdy docierałem tam do zakątków, w których, proszę wybaczyć tę pewność, nigdy nie będzie 99,9% czytających te słowa i tak jeszcze nie kojarzyłem napotykanych w okolicznych lasach starych podkładów kolejowych z czymś zupełnie innym, co działo się tam w innym czasie, gdy o hałdzie nikt nie słyszał, a na miejscu dzisiejszych gór kopalnianych odpadów były wielometrowe wykopy...
Odcinek Brynów - Kokociniec





Odcinek Kokociniec - Mikołów



Czytaj więcej »

Ul. St. Hadyny i Ostrowska w Katowicach


 Nie wiadomo jak ją traktować z pktu widzenia przechodnia, za to jako przelotówka bardzo uczęszczana przez samochody, łącząca Kijowską z Ligocką.

Taki zapomniany, upchany nie wiadomo gdzie zakątek. Parę budynków nie pasujących do siebie i do okolicy.

 Od strony os Książęcego duża niewykorzystana przestrzeń, a po drugiej stronie, tam gdzie rodziny przychodzą z dziećmi pogłaskać kucyki,  mamy cenny przyrodniczo zakątek pt dolina Potoku Kokociniec.

 Natomiast samej ulicy patronuje pan Hadyna, założyciel zespołu Pieśni i Tańca Śląsk - dosyć dziwne zestawienie.

 Pytanie - czy kiedyś tutaj zawita cywilizacja ? :) 

Dwie atrakcje wyróżniają ulicę:

Kuce oraz ptactwo:

Zdjęcie z posta Portiera z 2014 roku 



Druga atrakcja to tzw domek Pipi, tak ochrzciliśmy to lokum z P.

2014 rok z ww posta Portiera


A tak wygląda dzisiaj, grudzień 2017 - totalna śmierdząca rudera zamieszkana przez psy



Mapa z 2015 ze strony mapy.orsip.pl
Ulica Hadyny to tak pośrodku. 


Slajdy


Ul Hadyny w wakacje 2019

Tam, gdzie były konie, jest pusto. Za koniami zaczęli budować. Idąc od Kijowskiej w stronę os. Książęcego, po prawej widać powstające os. Franciszkańskie. Za chwilę, tereny zielone i otwarte przestrzenie znikną.


Dochodzimy do rozdroża Hadyny z Ostrowską. Kierujemy się w tę ostatnią, w prawo, na której stoi os. Książęce, a po prawej rośni os. Franciszkańskie.
Rozdroże


Zanim to zrobimy, przypomnijmy sobie "domek Pipi". Nie wiem, kto tam mieszka/mieszkał, ale obok pasących się koni, był on jedną z "atrakcji" ulicy. Był, bo lata świetności ma za sobą.



A teraz, ul Ostrowska





Os. Franciszkańskie w sąsiedztwie os. Książęcego.




Czytaj więcej »

Ostatnia pamiątka po bocznicy Huty Ida.


Brama niedługo zniknie.

Bocznica związana jest z otwarciem linii kolejowej w 19 wieku Katowice - Ligota - Murcki. Służyła do dostarczania węgla z kopalni węgla kamiennego w Murckach do huty Idy. Do tamtego momentu, węgiel pochodził z kopalni Szadok, ale właściciel huty doszedł do wniosku, że bardziej opłaca mu sie kierunek Murcki.

( Na temat huty Idy i bocznicy przeczytacie w " Zarys dziejów Ligoty i Panewnik, od zarania do czasów współczesnych pod redakcją Grzegorza Płonki ). 


Jak bocznica przebiegała w 19 wieku. Mapa z ok. 1883 roku. Zaznaczyłam ją kolorem niebieskim.


Bocznica lepiej został zaznaczona na mapie z 1901 - 1913 przerywaną pogrubioną czarną linią.


Koniec lat 50tych i początek 60tych. Bocznica urywa się przed ul. Kijowską, przy Pemugu.



Z bocznicą związane jest też wyburzenie posterunku bocznicy w związku z budową stacji Orlen. Na terenie właśnie tej stacji, stał ów budynek, który doczekał się interpelacji pana Tomasza Maśnicy 
Niestety, zabytki nie generują pieniędzy, więc budynek został zrównany z ziemią.

 Pisemna interpelacja pana Tomasza z załączonym zdjęciami posterunku bocznicy
http://bip.katowice.eu/Lists/Dokumenty/Attachments/72009/1425890927.pdf
Czytaj więcej »

Zapaleńcy

Od kilku miesięcy obowiązuje w województwie śląskim tzw. uchwała antysmogowa stawiająca sobie za cel ograniczenie zanieczyszczenia powietrza poprzez zakaz ogrzewania naszych domów paliwami niskiej jakości, takimi jak np. muły, węgiel brunatny czy mokre drewno, stopniowe wycofywanie pieców nie spełniających określonych norm oraz skuteczniejsze wykrywanie i karanie osób spalających w kotłowniach śmiecie, stare meble itp. Jest to oczywiście tylko najbardziej powierzchowne określenie zamierzeń autorów tego aktu prawnego, bezdyskusyjnie słusznych i potrzebnych, ale jednak moim zdaniem niestety wprowadzanych w życie w sposób delikatnie mówiąc chaotyczny...




Ktokolwiek wieczorami spaceruje w dzielnicach w których większość zabudowy to domki a nie bloki, ten wie, że od lat pali się w nich wszystkim. Od byle jakiego węgla poprzez pocięte gałęzie, stare meblościanki aż po papę, dyktę, gumę i plastiki. To po prostu widać i czuć, bywa, że nawet w środku czarnej, bezgwiezdnej nocy. Widywałem posesje na których połamane szafki czy tapczany cięto lub magazynowano jak każdy inny drewnopochodny opał i to latami. Czasem ze skąpstwa, czasem z przyzwyczajenia, czasem z okazji (łatwego dostępu do czegoś) a czasem wreszcie z nieświadomości lub biedy. Usprawiedliwiać oczywiście takich ludzi nie zamierzam, bo jednak o ile można nie wiedzieć jak na środowisko wpłynie porąbany i spalony w piecu regał, o tyle nie wiedzieć, że ów regał do palenia nie służy, raczej się nie da.

W czym więc problem?
W szczegółach.

Wprowadzono na Śląsku wymogi, które obligatoryjne dla reszty kraju będą za kilka lat, ale nie zadbano, by były one zrozumiałe DLA WSZYSTKICH i wdrażane, właśnie przez to, że wcześniej niż gdzie indziej, jednak łagodniej, stopniowo, bez kar, przede wszystkim zaś równolegle z codzienną pracą nad zwiększaniem świadomości ekologicznej mieszkańców. Zacznijmy bowiem chociażby od tej niewinnej z pozoru kwestii czasowej. Mogę legalnie nabyć dziś, także w obrębie naszego województwa, piec najniższej klasy, czyli popularnego kopciucha, ale nie mogę go używać! Absurd, prawda? Sprzedawca nie musi jeszcze przez kilka lat oznaczać pieca w sposób jasno określający jego (jakąkolwiek) klasę, ale ja za użytkowanie urządzenia innego niż "piątka" lub "eko" zapłacę karę! Podkreślmy bowiem, że terminy użytkowania liczone w latach dotyczą pieców działających przed pierwszym września 2017 roku, nie pieców danej klasy w ogóle. Czyż nie prostsze było nakazanie sprzedawcom znakowania klasowego każdego sprzedawanego urządzenia, a dopiero potem ewentualne kontrolowanie tego samego już w miejscu instalacji? Pytanie retoryczne.
Problem kolejny to piece będące w użyciu od dłuższego czasu. Po pierwsze jak wspomniano znakowanie nie jest jeszcze powszechne, a tym bardziej nie było lat temu pięć, osiem czy dwadzieścia. Zatem okres zgodnego z prawem użytkowania, zależny przecież od generacji, mamy znów wydedukować sobie sami, a to przynajmniej w jakiejś części przypadków będzie bardzo trudne jeżeli nie wręcz niemożliwe. Rozwiązanie? Czytelny, napisany prostym językiem i zilustrowany przykładami "katalog" pozwalający sprawnie ocenić każdemu, niezależnie od wieku i wykształcenia co też ma w kotłowni.*
No i właśnie. Kotłownia. A co z piecami stricte domowymi**? Wciąż przecież w użyciu pozostają piecokuchnie, kozy, rozmaite Żary, piece kaflowe i tym podobne wynalazki. One nigdy nie miały i raczej nie będą mieć generacji. Ale znów to my mamy wiedzieć co i jak, bo jeśli nie będziemy, zapłacimy w razie kontroli karę. A przepraszam SKĄD ta wiedza ma do nas płynąć? Z uchwały, która jest krótkim, ogólnym tekstem, z wydanych po niej bardzo długich i trudnych często do zrozumienia elaboratów różnej maści, a może z kilkunastosekundowych reklamówek wyświetlanych w przyspieszonym tempie w pociągach czy autobusach? Zabrakło tu moim zdaniem właściwej kolejności i skali. Pokolenie 45+ może tego nie opanować z takich źródeł. Jedno za długie i trudne, drugie za to dla odmiany za skrótowe, a reszty szukaj sam!
Czyli z przymrużeniem oka - wydajemy Kodeks Drogowy brajlem po łacinie a potem na każdym zakręcie ustawiamy policjanta z duuużym bloczkiem mandatowym. Porównanie to mimo absurdalności jest jak najbardziej na rzeczy, albowiem Straż Miejska już rozpoczęła kontrole, częściowo realizowane po czyichś zgłoszeniach, częściowo zaś z samorzutnego wyboru przez funkcjonariuszy tej czy innej nieruchomości. A w ślad za kontrolami popłynęły mandaty.

Łączną karą (wraz z kosztami sądowymi) pięciu tysięcy złotych obciążono niedawno pewnego mężczyznę, który w Dąbrowie Górniczej palił w piecu resztkami mebli i plastikiem***. Kara ta może zresztą wzrosnąć wkrótce "za recydywę" jeszcze o drugie tyle, co jak stwierdził tamtejszy komendant SM jest przecież kwotą pozwalającą ogrzać dom przez trzy sezony. I ciekaw tylko jestem skąd założenie, że (bezsprzecznie) winny taką kwotę posiadał!!! Albo, to już pytanie drugie, czy jeśli grzywnę uiści, to zostanie mu jeszcze dość pieniędzy na ten legalny opał? Jakoś trudno mi w to wierzyć. I tak koło się zamknie, bo strażnicy znów go pewnie na czymś nakryją. 

Kuriozalnych smaczków ciąg dalszy. Nie wolno już na Śląsku palić drewnem o wilgotności powyżej 20%, ale zamiast postawić wymóg takowy NAJPIERW sprzedawcom opału sugeruje się obywatelowi ażeby w celu zbadania dotykał szczap dłonią****. Przypomina mi to jako żywo Rumunię lat 80 w której to wierzono święcie, że Biseptol ma działanie antykoncepcyjne. Prawdopodobieństwo skuteczności obu metod jest porównywalne. Sama straż oczywiście odpowiedni miernik posiada, a jakże. I mierzy, ale na szczęście na razie jeszcze stosuje w tej kwestii tylko pouczenie. Drobiazg drugi, to naklejki z datą "używalności" danego pieca. Naklejane na tenże piec już po ewentualnej kontroli. Nie, nie zgadliście Państwo, niestety nie od środka, ale to i tak zabawne. Nawet gdy się pominie fakt, że za takie kolędowanie z obrazkami ktoś dostaje pensję.

Mniej zabawne za to są wspomniane już kary. 500 złoty (pisownia oryginalna!) mandatu wlepiono panu, który palił odpady w okolicach giełdy warzywno-owocowej na Bocheńskiego w Katowicach*****. Sądząc po zdjęciach pan ów jest raczej mieszkańcem tej okolicy i to mieszkańcem w sensie dosłownym, bo bezdomnym. Najprawdopodobniej chciał się ogrzać. Ale tego aspektu notka już niestety nie porusza. Jeżeli jednak faktycznie jest tak jak przypuszczam, to oczywiście można się spierać co ważniejsze - człowiek czy wykroczenie, ale chyba każdy zgodzi się, że nie tak "spektakularnych" akcji byśmy od strażników oczekiwali. I już historia następna. Dwóch mężczyzn paliło liście na działkach przy ulicy Meteorologów na Muchowcu - dostali mandat.******

Powtarzam, nie bronię takich ludzi, nie usprawiedliwiam, ale po prostu boję się, aby nie stało się tak, że oto strażnicy zamienią swoje słynne fotoradary i blokady kół na bloczki mandatowe i lekką ręką wypisywać będą rachunki każdemu, kto pali coś niedozwolonego, zamiast najpierw zbadać - i od tego uzależnić karę -  DLACZEGO, w jakich okolicznościach i na ile często to robi.

To tylko szczypta moich zastrzeżeń, uwag i wątpliwości, oczywiście bezsprzecznie subiektywnych, ale mających tylko jeden cel, abyśmy nie zapalali kaganka oświaty ekologicznej słomianym ogniem szeroko rozumianej łatwizny.


============

* pewien zakres takich informacji znajduje się w przewodniku dla straży gminnych dostępnych w formie elektronicznej, ale jest to bardziej opis typów pieców w ogóle niż porady ułatwiające ocenę konkretnego urządzenia laikowi
** według informacji jakie uzyskałem w Urzędzie Miasta Katowic piece takie, o ile rozpoczęcie ich eksploatacji nastąpiło przez 1.09.2017 można użytkować do końca 2022 roku.
Czytaj więcej »

Gra w trzy kupki



Kupka pierwsza, czyli pan Janusz robi remont…

Ktoś, nieważne skąd i nieważne kiedy, wymienił sobie wszystkie okna w domu. Stać go było na nowe, stać go było na montaż, ale niestety na utylizację (o której pewnie nie wiedział, że jest darmowa – na koszt miasta) już nie. A może to wykonawca tego remontu skasował za wywóz i postanowił dokonać swoistego recyklingu pieniędzy? Tego już się raczej nie dowiemy. Dość, że któregoś dnia w lesie przy ulicy Gościnnej na pograniczu Rudy Śląskiej i Katowic pojawiła się kupa śmieci. Ani osoba które je tam wysypała, ani pewnie nikt z kilkudziesięciu jeśli nie kilkuset  innych przechodzących tędy każdego dnia nie dostrzegli jednak w tym fakcie niczego niewłaściwego.


Kupka druga, czyli Straż nie wolno

Trzynastego sierpnia 2017 roku niżej podpisany przekazał informację o zalegających przy drodze odpadach telefonicznie i mailowo katowickiej Straży Miejskiej, dołączając do zgłoszenia film oraz namiary z Google Maps. Po ponad tygodniu, a dokładnie dwudziestego pierwszego sierpnia funkcjonariusze stwierdzili, że śmiecie leżą na terenie Rudy Śląskiej i poinformowali zgłaszającego, że sprawę przekazują kolegom z sąsiedniego miasta. Pominięto w działaniach (?) wynikającą z lokalizacji praktycznie pewność, że przywieziono je z Katowic, pominięto sugestię o możliwości odnalezienia winnych po szybkim spatrolowaniu okolicy (w końcu ile osób w obrębie kilku kilometrów może naraz wymieniać wszystkie okna w domu?) i przede wszystkim nie zdecydowano się NAJPIERW usunąć śmieci, a potem dochodzić i rozliczać, po której stronie granicy miasta leżą. A leżały jeszcze długo, albowiem siódmego września Straż Miejska, tym razem rudzka, pisała do mnie o podjęciu czynności wyjaśniających, a 21 listopada, po kolejnym zapytaniu, o ich dalszym trwaniu. W międzyczasie 13 listopada Wydział Gospodarki Komunalnej UM Rudy Śląskiej wywiózł wreszcie corpus delicti tam, gdzie powinien znaleźć się już dawno, czyli do zutylizowania.


Kupka trzecia albo Polska Adasia Miauczyńskiego

Ktoś nie miał oporów, żeby wyrzucić górę śmiecia do lasu. Ktoś inny, a po nim następny i następny Bóg wie jak długo mijali je obojętnie, udając, że problemu nie ma. Dla Straży Miejskiej z Katowic ważniejsze było to, że stosik leży za granicą miasta, niż to, że leży w ogóle. Tygodnia potrzebowała, aby przekazać sprawę sąsiadom, a ci kolejnych paru miesięcy, by śmiecie usunąć. Dziwnym znów trafem, funkcjonariusze z Rudy Śląskiej najpierw odpisali (korespondencja pod tekstem) na moje zapytanie z września tak jakbym to ja a nie SM z Katowic był pierwszym zgłaszającym, a spowodowali wywiezienie odpadów dokładnie w trzy dni po monicie kolejnym. Niesamowite, prawda? Tak samo jak to, że po kwartale (!!!) od pierwszego zgłoszenia, to co było jego sednem zrobił dopiero trzeci z rzędu urząd, do którego sprawa dotarła. A zatem ileś pism, telefonów, maili i godzin pracy musiało minąć, by stało się to, co w całej historii najprostsze i zarazem najważniejsze.

Epilog, czyli o znaczeniu słowa stricte

Pracownicy Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Rudy Śląskiej wywożąc stare okna znad granicy Katowic dojechali do tego miejsca ze swojego miasta i wrócili doń ulicą Gościnną mijając obojętnie taki oto obrazek kilkaset metrów wcześniej…

Jak ktoś jest cierpliwy, niech to zgłosi. Okuliście.





================


Historia korespondencji
(kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)









Zdjęcie z 11 listopada 2017



Zdjęcie z 25 listopada 2017


Czytaj więcej »

Zdarta płyta

Nie ma w naszym kraju żadnych przepisów, czy to kościelnych czy też świeckich, które by określały sposób postępowania ze starymi, zdemontowanymi nagrobkami. Teoretycznie jest to tylko gruz, ponieważ pochodzi albo z grobów zlikwidowanych, czyli nie opłaconych przez rodziny zmarłych po 20 latach od pochówku albo też po prostu przebudowanych, odnowionych itd. W obu przypadkach trudno zatem mówić o dewastacji czy obrazie, a jednak coś stanowczo jest tutaj nie takim jak być powinno. Albowiem o ile nagrobek sensu stricto, czyli pokrywa, obramowanie, nawet figura czy krzyż są po demontażu tylko kamieniem, to jednak trudniej jest traktować w ten sam sposób tablice nagrobne z imionami, nazwiskami, datami urodzin i śmierci oraz pamiątkowymi inskrypcjami. Stały się one przecież siłą rzeczy częścią pamięci o danym człowieku. Pamięci utrwalonej latami przez które obok tej płyty, tej tablicy, tego napisu, składaliśmy kwiaty, ronili łzy czy po prostu wspominali.

Po przeprowadzonym demontażu zakład kamieniarski powinien przechowywać materiał z niego przez dwa lata i na żądanie wydać go rodzinie zmarłego czy też innej osobie, która grób opłacała. Nietrudno się domyślić, że rzadko tak się dzieje, bo problem co z tym zrobić niczym nie różniłby się w wydaniu szarego Kowalskiego od tego samego dylematu kamieniarza. Pomijając już fakt, że mało kto o możliwości odebrania nagrobka w ogóle słyszał.

Rozwiązanie najprostsze, czyli sprowadzające się do słów przetrzymać i potem zniszczyć, ewentualnie przerobić jest chyba formą akceptowalną dla wszystkich, ale przecież dwa lata to szmat czasu, a nie każdy zakład kamieniarski cierpi na nadmiar powierzchni magazynowej. I bywa potem tak, że kończy się to jak na zdjęciu poniżej...




Panewniki, dziewiąty listopada 2017. Obok bardzo uczęszczanej ścieżki, o kilkanaście metrów od ruchliwej ulicy leżą sobie pod ogrodzeniem kawałki czyjegoś życiorysu, czyjejś rozpaczy, samotności i smutku. Kamienne i szklane tablice. Jedne podstawione jako "uszczelnienie" płotu, inne już zupełnie na zewnątrz, pośród śmieci i liści.

Można to oceniać różnie, jako tylko nieporządek lub (jak ja) jako bezmyślność i brak elementarnej empatii. Tak czy siak wśród setek osób przechodzących tędy każdego dnia naprawdę niewiele trzeba by pojawił się wreszcie ktoś, kto wśród psich odchodów i śmieci "zobaczy" swoją żonę, mamę, ojca, brata czy dziecko. Czy naprawdę trzeba czekać na taką chwilę?

Tego samego dnia przesyłam dokładniejsze zdjęcia i opis sprawy na adres mailowy katowickiej Straży Miejskiej z żądaniem skontrolowania przez nią terenu i odpowiedniego pouczenia właściciela zakładu. Siedemnastego listopada dostaję odpowiedź.


Groźnie brzmiące słowa o środku oddziaływania wychowawczego, to po prostu pouczenie czy zwrócenie uwagi, a zatem na tym etapie dokładnie to, czego było potrzeba. Czy to wystarczy? Czas pokaże, w każdym razie na dziś teren faktycznie jest uprzątnięty, co osobiście sprawdziłem.
Czytaj więcej »

Titanic w wannie

Każdy, kto widział kiedykolwiek oryginalne makiety ośrodka ligockiego ŚUM, wie, że i tak imponująca liczba budynków jakie się tu dziś znajdują jest ledwie ułamkiem tego, co początkowo projektowano. Nie powstał przecież nigdy ogromny szpital wojskowy, nie wybudowano kliniki stomatologii, kolejnych domów studenckich i wielu, wielu innych obiektów. Co za tym idzie nie zostały też zrealizowane poboczne projekty dotyczące wszelkiego rodzaju infrastruktury towarzyszącej, w tym dróg, skwerów oraz, bo to dziś jest sednem mojego wpisu - parkingów. A właśnie parkingi okazują się w XXI wieku piętą achillesową kampusu. Po pierwsze dlatego, że w połowie lat 60 ubiegłego wieku, kiedy budowa ruszała, samochód był luksusem o którym student nie miał co marzyć (a zatem i miejsc do parkowania nie trzeba było za wiele) ale też przede wszystkim dlatego, że istniejące budynki i ich otoczenie nie są jakby można się było spodziewać jakimś the best of z pierwotnej nieziszczonej całości, a raczej skromniutką wersją demo, czyli tym, co uznano plus minus w latach 80 za najpotrzebniejsze z minimalnie przebudowanym otoczeniem.

A zatem mówiąc najkrócej. Przesiano, odrzucono, zdecydowano i wybudowano. To, to i to, plus jakieś drogi pomiędzy. Wąskie drogi. No i rzecz jasna kilka parkingów. Tak, kilka. Cała reszta została w archiwach...

Po tym wszystkim poranek w okolicach Zakładów Teorii Medycyny wygląda tak.






Gdy dodamy, że pomiędzy częścią tego, co pokazałem na zdjęciach, a co przecież też jest tylko procentem całości, przemieszczają się jeszcze setki studentów, pracowników, pacjentów, gości oraz "slalomują" sanitarki, obraz robi się naprawdę ciekawy, ale to i tak nie koniec. Dwa jeszcze fakty dla wykazania dramatyzmu sytuacji.

1. Płytowa droga TYMCZASOWA wybudowana w latach 70 jako dojazd do budowy nie tylko przetrwała dziesięciolecia jako już potem oficjalna odnoga ulicy Medyków, co jest samo w sobie niewiarygodne, ale nawet w 2015 roku nadano jej imię generała Mariusza Zaruskiego. Śmieszne? Smutne? Żałosne? Wszystkiego po trochu. Wedle dawnych planów miało być jednak inaczej. Droga ta, zlokalizowana, gdyby kogoś kusiło ją odwiedzić, równolegle do Panewnickiej poczynając od Szpitala Kolejowego miała być po zakończeniu budów dwupasmówką łączącą przy okazji przecznicami różne obiekty ŚlAM i prowadzić dalej dzisiejszą Gromadzką. Nie udało się - mamy nadal nomen omen komunistyczny beton ;)

2. Latem 2017 roku rozpoczęto budowę "boiska wielofunkcyjnego" ŚUM na terenach pomiędzy Centrum Medycyny Doświadczalnej a GCZD. Dokładnie tam, gdzie przez lata był ogromny niewykorzystany plac i tam też gdzie najbardziej chyba widać brak miejsc parkingowych a rodzice przebywających w szpitalu dzieci śpią nocami w samochodach na błotnistym poboczu.
I znów o parkingach zapomniano.
Show must go on...

Czytaj więcej »

Zamierająca ulica Armii Krajowej


Zamykane są kolejne sklepiki. Naprzeciwko przystanku Piotrowice - Dworzec padł mały spożywczak obok piekarni.

Jestem ciekawa jak będzie wyglądała Jankego po otwarciu Libero.

Tutaj była myjnia. Długo nie przetrwała.


Spożywczy - od dłuższego czasu nieczynny, moim zdaniem do rozbiórki.


Ciastkarnia, piekarnia, lodziarnia, zapiekanki, jednoręki bandyta, kebab.....

Do rozbiórki.


Zlikwidowane SPOŁEM.


Czytaj więcej »

SUM pod papugami

Kolorystyka obiektów Śląskiego Uniwersytetu Medycznego nie należy do najciekawszych, a przede wszystkim do ujednoliconych. Dość spojrzeć na aulę im. Zahorskiego i połączone z nią Zakłady Teorii Medycyny. Ona kremowa, one żrąco pomarańczowe z elementami łagodniejszymi w barwie powiedzmy gliniastej, pochodzącymi jeszcze z lat 70. Szpital CSK szary, Centrum Zdrowia Dziecka beżowe a Medyk GYM, czyli okoliczna siłownia... no właśnie. Jedno oko na Maroko a drugie na Monako. A od patrzenia bolą obydwa. Jak na załączonej fotce.


Abstrahując zresztą nawet od agresywnej kolorystyki zapytać by należało (a swego czasu jako ówczesny pracownik uczelni to także swoim przełożonym proponowałem) czy ujednolicenie malowania budynków wg. ich przeznaczenia, np. szpitale zielone, gospodarcze szare, uczelnia pomarańczowa itp. nie byłoby rozwiązaniem najbardziej dla wszystkich przydatnym. Także przy projektowaniu ewentualnych mapek, których nota bene SUM nadal się nie dorobił np. przy zjeździe z Medyków.


Biorąc pod uwagę z ilu stron Polski i świata przyjeżdżają tu studenci, pacjenci, goście itp. sugerowanie się kolorem byłoby przecież o niebo lepsze niż tłumaczenie, który to budynek za którym i obok którego nie jest tym, o którym naprawdę myślimy.







Powyżej: Medyk GYM, czyli wizualizacja zdania "krew nas zalewa", a poniżej styk ZTM SUM i auli Zahorskiego, czyli trzy po trzy z historii niekończącej się (prze)budowy. Daty oznaczają generacje elewacji.






Czytaj więcej »

Rewitalizacja Kolejarza, a gdzie schron ?


Na portalu naszemiasto.katowice można zapoznać się z wizualizacją stadionu ( ciekawe jak bardzo rzeczywistość będzie od niej odbiegać, tak przy okazji ), ale nie widzę uwzględnionego w niej schronu, o którym pisano w 2014 w GW.
Historyk z jednej ze szkół w Piotrowicach zaproponował utworzenie w nim muzeum i na propozycji się skończyło, jak widać.
Taka gratka jako atrakcja dzielnicy przydałaby się, nie tylko miłośnikom historii, ale także dzieciakom w ramach edukacji.

Za stadionem mamy pozostałości dawnego hotelu robotniczego, tzw wulca.  Też dosyć ciekawy fragment historii.








Hotele robotnicze.










Czytaj więcej »
Obsługiwane przez usługę Blogger.